piątek

GRUPA ARTYSTYCZNA EMANCJA QNSZTU SIEJE INTELEKTUALNY FERMENT OD 2002 ROKU. CZYTAJĄ NAS Z WYPIEKAMI: HAVEL, BARCIŚ, MIODEK, POWIERZA, HERODOT, BACON I BALZAK (WSZYSCY TRZEJ ZZA ŚWIATÓW), A TAKŻE PIŁKARZE HURAGANA WOŁOMIN I TRAMWAJE Z ZAJEZDNI NA WARSZAWSKIEJ WOLI (TE OSTATNIE WYDRUKOWAŁY OSTATNIO PRZESYMPATYCZNE PAMIĄTKOWE T-SHIRTY Z LOGIEM "SUCHARÓW"). DZIEŁA EMANACJI DOCZEKAŁY SIĘ TŁUMACZEŃ NA JĘZYK ESPERANTO, A FRANCOIS OZON, AGNIESZKA HOLLAND I FIODOR BONDARCZUK WALCZĄ ZACIEKLE O PRAWA DO EKRANIZACJI "SUCHARÓW".


"SUCHARY" TO PEŁNA UROKU, NAFASZEROWANA ATOMOWYM HUMOREM EPICKA OPOWIEŚĆ O DOJRZEWANIU. JAŚ, WŁADZIK I MICHAŚ, TRZECH INTROWERTYCZNYCH ODMIEŃCÓW, Z TRUDEM PORUSZA SIĘ PO ŚWIECIE, ZDOMINOWANYM PRZEZ ZERO-JEDYNKOWE MYŚLENIE, KULT CIAŁA I ZŁOWIESZCZYCH DRAPICHRUSTÓW. CZY POCZCIWY NIEUDACZNIK MOŻE SIĘ UWOLNIĆ SPOD JARZMA KUKSAŃCÓW STARSZEGO KOLEGI? CZY TRUDNE DZIECIŃSTWO MOŻE BYĆ TRAMPOLINĄ DO BARWNEJ DOROSŁOŚCI? WRESZCIE, JAK SMAKUJE WODA ZE SZKOLNEGO PISUARU? ODPOWIEDZI NA TE PYTANIA ZNAJDZIECIE PRZYTULAJĄC "SUCHARY"...

NEW YORK TIMES


"Panna nikt to był nikt, przy Sucharach. Gorąco polecam"
Tomek Tryzna, pisarz, autor powieści "Panna nikt"

"Czy to puszczą na Playstation?"
Roman Kosecki, poseł na Sejm

"Che qualcuno abbia, nei giorni scorsi, pronunciato parole inopportune sulla superiorità della cultura occidentale, sarebbe un fatto secondario"
Umberto Eco, pisarz

"Obrazoburcza sztuka. Obrzydza mnie. Na znak protestu obcinam włosy!"
Piotr Rubik, kościelny organista

"Słuchaj, słuchajajaj!"
Zespół Feel

"Wreszcie sztuka koresponduje z moim ulubionym browarem"
Wiesiek, stolarz z Portsmouth

"Gdyby przypadkowy turysta, napotkany w połowie drogi do Morskiego Oka, zapytał mnie wprost: Profesorze, co sądzisz o Sucharach, odpowiedziałbym rzeczowo i życzliwie - intrygujące językowo, błyskotliwe, dobroduszne, zacny wędrowcze"
Jan Miodek, językoznawca

"Najbardziej podoba mi się Michaś. Na drugim miejscu jest Władzik"
Juliusz Paetz, arcybiskup senior

"Radical political story! Violence has no future!"
Manu Chao, artysta muzyk

"Ta historia uderza w struktury SLD, w Lewicę i Demokratów, we mnie, w nas wszystkich, Polacy!
Ryszard Kalisz, poseł na Sejm

"Ta historia powstała, by żyło się lepiej, wszystkim!"
Donald Tusk, premier

"Historia poruszająca, prawdziwa, wyróżnia się spośród mrowia utworów twórców młodego pokolenia. Od początku do końca przemyślana, z wiarygodnymi bohaterami, z uwzględnieniem dwoistości ludzkiej natury, a co najważniejsze z dobrym pomysłem stanowiącym oś lektury"
Jacek Krzynówek, reprezentat Polski


ZATEM, JUŻ ZA CHWILECZKĘ, JUŻ ZA MOMENCIK, (RETY RETY DŻAMBO DŻETY!!!) ODDAMY WAM, DRODZY SURFERZY, KOMIKS PLASTELINOWY PT. "SUCHARY", TAK SUGESTYWNIE NAWIĄZUJĄCY FORMĄ DO UKOCHANYCH BAJEK ZE SLAJDÓW Z OKRESU DZIECIŃSTWA. MIŁEJ LEKTURY (ZASADNICZO OD GÓRY DO DOŁU)! ps. Pokażcie się w komentarzach!
PROLOG
- Leksy, a powiedz ty mi z czego jest pomnik Małego Powstańca zbudowany?
- No, z kamienia jakiegoś.
- A Kolumna Zygmunta, z czego?
- Też z kamienia, a co?
- A z czego będą stawiać pomniki bohaterom naszych czasów?
- Pewnie z plasteliny.


- Zobacz Leksy, jakiś suchar mlaszcze w naszą stronę.
- Przestań z tym Leksym! Widzę, że idzie. Zostaw go, dziś nie piłkarska środa. Opowiem ci historię o prawdziwych sucharach...
Było ich trzech. Syn dyplomaty, kibic piłkarski i przyszły żurnalista. Jaś, Władzik i Michaś z okolic Zakroczymia (23 lata, numer buta 37(!)). Nigdy się nie poznali.
Nie wiedzieli o swoim istnieniu, a tak myślę, że gdyby wiedzieli, to i tak by się nie polubili. Drwił by jeden z drugiego, że czestmir, maminsynek, że skórzany tornister zamiast plecaka. Byli jak bracia jednojajeczni. Jak odbicia w lustrze, w sklepie obuwniczym przy ulicy Syrokomli, odchodzącej od Rembielińskiej.
Wszyscy trzej - lamy po maksie, totalne suchary, pocieszne wieśniaczki. Skazani na wieczną poniewierkę. Oto trzy przypadki.
PRZYPADEK PIERWSZY
Jaś zerwał się z choinki. Ze Szwajcarii przyjechał. Przyleciał.
Siódma klasa, burza hormonów, pyrdki wyprostowane jak nigdy. Miarą męskości ilość zdobytych warkoczy, liczba klapsów wymierzonych w Kasiną pupę.
A Jaś, ni to z gruchy, ni z pietruchy, na dzień dobry naszym paniom - "guten morgen". No to my mu "guten morgen" urządziliśmy, że hej.
Jasio poszedł w tańce.
- Jasiu, piórniczek ci z okna wyfruwa.
I Jaś myka z trzeciego na parter, aż kurz się niesie. Wraca zgrzany jak motor Golloba i odprowadza wzrokiem czapeczkę z Chicago Bulls, oryginałkę, z zielonym daszkiem od spodu i ośmioma szwami.





Następnie ląduje kajecik (bo Jaś miał kajeciki, a nie zeszyty) książka z Anią z Zielonego Wzgórza i cały tornisterek.
Ooo! Raz mu na konia kazali skakać. Złe chłopaki. Łobuzy, co do zawodówki się szykowali.
Powiedzieli, że jak nie wskoczy, to mu buzię w szalecie umyją.
A buzię to miał Jaś szlachetną. Wrażliwą, gładką, inteligentną.
Jaś na konia nie wskoczył, no bo jak? Koń na ścianie wucetu malowany, więc chłopaki sru pod wodospad.
Takich wodospadów było więcej, aż z czasem Jasiowi zmarszczek przybyło...
Innym razem, co by przy temacie toalet pozostać, tośmy do Częstochowy pojechali. Z klasą. Na pielgrzymkę. Autokarem. I tam był taki szalet publiczny, nieopodal parkingu, na którym te wszystkie autosany-jelcze parkowały.
Pamiętam, że zapodawało. Ale to nic, bo pamiętam też, że Rafał, taki terefereluzdrops z naszej klasy, trochę schizol, pożyczył Jasiowi żółty strumyk na nogawkę. Poszło po całej długości.
Jasna Góra, obraz Matki Przenaświętszej, a Jaś z takim prezentem. Dupa Jaś kinder Staś, myślimy. Jaś nie wejdzie. Spodnie niby przyschły, ale smród szedł w miasto.

sobota

PRZYPADEK DRUGI
Nie ma lepszego, nad Władka Poczytalskiego (25 lat, woj, mazowieckie, numer buta 41) - Nie ma lepszego..! - krzyczało dwieście gardeł, może i dziś krzyczą.

Ale dziś Władzik ...
... to legenda klubu, na którego mecze kicał tak wiernie. Z młodzieńczą pasją wyśpiewywał piosenki (miał delikatną wadę wymowy).
Podawał race do podpalenia. Mówili o nim, że po cichu zjadał kozy z nosa, rzadko mył nogi, a poza tym, poza tym to poczciwy ziom, jeśli przyzwyczaisz się do jego chujowego imienia.
I taki był Władzik. Był bo znikł. Nikt nie wie, co się z nim dzieje. Nikt nie wie dlaczego. Jest wiele wersji. Opowiem jedną z nich.
Cyc, bo tak go ochrzczono na uniwerku, zakochał się.
Chodził za panienką, chyba ze trzy miesiące. Chodził tak, że mu aż sandałki piszczały. Wypytywał, czy z dobrego domu, co lubi, gdzie chodzi. Gdy przykozaczył to pytał nawet jak lubi. I taki był ten Władzik, skryty zbok, poczciwy wieśniaczek. I pewnego razu, żeśmy mu dowcip kawał-zrobili. To znaczy Marlena wymyśliła, ta w której się kochał.
Myśmy tylko pomagali zrealizować zamysł. Kolega Krupski mówi do Władzia:
- Cyc, mamy dla ciebie, żeśmy numer do Marleny skombinowali. Notuj Cyc, sześćset jeden...
Władzik zantotował.
- Władzik, ona lubi, jak facet, wiesz. Tak od razu. Sprośnie - instruował Krupski - Lubi wiedzieć, czy koleś mam jaja, czy korale. Rozumiesz?
Władzik przytakiwał.
- Musisz po prostu puścić jej esa z jakąś dobrą świńską nawijką. To ją rozluźnia - Krupski wolał się upewnić, czy Władzik kapiszi.
Władzik kapiszi. Jeszcze tego wieczora napisał: "To dla Ciebie luksus rada. Panno miła targaj dziada" (taki miał styl). Dalej nie pamiętam, ale chłopaki mówili, że się dopiero rozkręcał.
I wysłał chyba z dziesięć, piętnaście tych esów, jeden bardziej pikantny od drugiego i zero risponz. A trzecią nad ranem wybijał zegar, stary, co po babce Władzik miał.
Następnego dnia Władzika dyscyplinarnie skreślono z listy studentów, bez możliwości powrotu na uczelnię. Powodem miało być cytuję: "Skandaliczne i obsceniczne zachowanie Władysława Poczytalskiego względem Sz. P. Dziekan prof. Jadwigi Kirgisbaum - Franz".
I wtedy słuch o nim zaginął.
- Nie ma lepszego ...
PRZYPADEK TRZECI

- Jestem lepszy od niego, panie redaktorze - Michaś próbuje przekonać starego Świerszczaka.

- Mam większe doświadczenie zawodowe, blisko siedemdziesiąt poważnych publikacji, miesiące spędzone na opracowywaniu żmudnych analiz, trzy lata bezpłatnej praktyki! Należy mi się etat!

- Wypierdalaj pan!

- Redaktorze, jak pan może? Dlaczego, kiedy to ja ...

- Kiedy mówię wypierdalaj!
- Proszę dać mi łaskawie dojść do głosu. Przez wzgląd na sąsiedztwo z pana matką, przed wieloma laty ...
- Nie zdzierżę twojego tiku, knypku.
- Więc o to się rozchodzi (o tik lewego oka połączony z tikiem w lewym kąciku ust). Tu ma pan problem! Dziadygo jeden! A gdzie tolerancja? A gdzie równe szanse? A czy zgrubsza czytał pan konstytucję?
- Jak cię nie jebnę, krosto..!
- Nieee! Niech mnie redaktor nie goni! Powiem wujkowi!

- A mów i dziadziusiowi!
- I psu Pluto (plask)

(podwójny plask)

- I komu chcesz to mów (plask)! Zabiję cię!
- Rozkwasił Michasiowi nos. Czerwona ciecz przedostawała się na śnieżnobiałą koszulę Świerszczaka.
- O rzeszku rwaaa! Wólczanka moja! (łup, plask, ... łup)